czwartek, 12 lipca 2018

„Ekolodzy” czyli rzecz o hipokryzji. Jak nie „troszczyć się o przyrodę”.


Bomba wybuchła! Co prawda z opóźnionym zapłonem ale jednak. Stało się to, co wielu podejrzewało od dawna i opisywało, jak np. dziennikarze „Rzeczpospolitej”: http://www.rp.pl/artykul/978680-Pietryga--Koniec-z-ekologiczna-poprawnoscia.html. Niestety, wcale nie chodzi o środowisko tylko o pieniądze: jak dostaniemy wynagrodzenie za raport/opinię, to nie będziemy blokować! Sam zresztą wskazywałem kiedyś na wybiórczą troskę o przyrodę, przejawianą przez niektórych „aktywistów” – choćby przykład Nord Stream.
Media „od lewa do prawa” (jeśli chodzi o poglądy polityczne) opisują aferę jaka wybuchła kilka dni temu w związku z budową zamku w Puszczy Noteckiej – w środku obszaru NATURA 2000! Minister Środowiska zapowiedział kontrolę procesu decyzyjnego prowadzonego w RDOŚ w Poznaniu, CBA już wkroczyło…
Nie osądzam inwestora – to kontrole wykażą, jak było naprawdę. Ale wielu specjalistów już teraz wskazuje na naruszenie przepisów dotyczących ocen oddziaływania na środowisko oraz Prawa wodnego (usypanie sztucznej wyspy na jeziorze!). Największe kontrowersje budzi jednak zmiana planu zagospodarowania przestrzennego gminy Oborniki w 2011 roku (na korzyść inwestora) i członkostwo w pewnej fundacji eksperta ds. ochrony środowiska, sporządzającego raporty środowiskowe dla inwestora oraz... ojca inwestora.
Jak twierdzą dziennikarze, inwestycja nie powstałaby bez korzystnych dla inwestora raportów środowiskowych. Posłużyły one do zmiany planu zagospodarowania przestrzennego terenu i  wydania pozwolenia na budowę. Pomogli w tym (sic!) ekolodzy i przyrodnicy, znani z obrony Puszczy Białowieskiej przed wycinką (i krytyki poprzedniego ministra środowiska…). Czy można traktować ich poważnie? Odpowiedź nasuwa się sama… Nikt nie protestował, gdy ciężarówki dowoziły materiały budowlane przez teren parku krajobrazowego. Nie było znanego z telewizji przywiązywania się do drzew ani transparentów (!).
Szkoda tylko, że na tym wszystkim ucierpi aktywność obywatelska. Konwencja z Aarhus nie powstała by zapewnić pracę drukarzom, ale po to, aby ułatwić Europejczykom (a więc Polakom także!) udział w postępowaniach dotyczących ochrony środowiska. Większości Polaków słowo „ekologia” będzie kojarzyć się ze zwykłym cwaniactwem (o ile już się nie kojarzy…). Teraz każdy, kto spala odpady w piecu albo dziurawi szambo, z pewnością odczuwa swoistą satysfakcję.
Co więc zrobić, aby ekologia nie była instrumentalnie wykorzystana do doraźnych celów (politycznych czy ekonomicznych np. wymuszania „datków” od inwestorów)? Może zmiana lub skreślenie kontrowersyjnego art. 44 ustawy z dnia 3 października 2008 roku o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (o udziale organizacji ekologicznych w postępowaniach wymagających udziału społeczeństwa)? Na dobrą sprawę wystarczyłaby rozprawa publiczna (art. 36 cyt. ustawy), pod warunkiem, że byłaby obowiązkowa w każdym postępowaniu!
Skoro dało się zmienić art. 74 cyt. ustawy (od dnia 1 stycznia br. stroną postępowania o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach jest wnioskodawca oraz podmiot, któremu przysługuje prawo rzeczowe do nieruchomości znajdującej się w obszarze, na który będzie oddziaływać przedsięwzięcie)… Wcześniej nie było definicji strony postępowania, a więc każdy mógł udawać obrońcę środowiska!
Ale jeszcze lepszym rozwiązaniem byłaby zmiana art. 74a cyt. ustawy (wymogi wobec sporządzających prognozy oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko i raportu o oddziaływaniu na obszar Natura 2000). Dla zachowania bezstronności, autorzy raportów powinni być poddani takim rygorom jak biegli sądowi (przyrzeczenia i stosowanie przepisów o świadkach) albo pracownicy organów administracji publicznej wydający decyzje administracyjne (wyłączenie od udziału w postępowaniu).
Nasuwa się jedna myśl: nasze państwo nadal jest „teoretyczne”, zarówno w sferze administracji rządowej jak i samorządowej. Poczucie to wzmacniają opublikowane ostatnio wyniki kontroli NIK: https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/lokalne-formy-ochrony-przyrody.html. Cóż, widocznie w Polsce lokalnej są ważniejsze sprawy niż jakaś tam „przyroda”. Inna sprawa, że ustawa z dnia 16 kwietnia 2004 roku o ochronie przyrody zawiera sporo braków legislacyjnych.
Można też zapytać, co robiło Ministerstwo Środowiska (i inne instytucje państwowe) przez ostatnie lata? Albo lepiej nie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz