środa, 16 grudnia 2015

Papugi jako gatunek inwazyjny.



Czytając artykuł w „Rzeczpospolitej” nie mogłem uwierzyć własnym oczom – uciekające właścicielom papugi jako gatunek inwazyjny:http://www.rp.pl/Ekologia/312109876-Polske-zaleja-papugi.html? A jednak!
Ludzie nie docenili tych skądinąd sympatycznych stworzeń. Coraz łagodniejsze zimy działają na korzyść papug, a konkretnie przedstawicieli gatunku aleksandretta obroźna. Przez lata sprowadzono do Europy około 140 tys. tych papug. Wiele z nich wydostało się na wolność i teraz wypierają z miast mniejsze ptaki (np. sikorki, dzięcioły). W samej Wielkiej Brytanii jest ich około 20 tys. U nas jedynie kilkanaście…
Papugi zagrażają rodzimym gatunkom ptaków z powodu przenoszonych chorób zakaźnych, podobnie jak inny intruz – żółw czerwonolicy. Popularny prezent dla dzieci, gdy już się znudzi, jest wyrzucany, a następnie trafia tam, gdzie żyją nasze żółwie błotne. Jak silniejszy gad, wygrywa… Kupując zwierzęta jako prezenty (np. na Gwiazdkę) zastanówmy się dwa razy!
Innym przykładem, tym razem „z naszego podwórka” jest norka amerykańska. Nie dość, że hodowla norek wiąże się  z licznym i naruszeniami ustawy o ochronie zwierząt, to niektórzy „ekolodzy” w ramach sprzeciwu (a raczej głupoty) wypuszczają norki na wolność, pozwalając im się rozprzestrzeniać!
Problemem norki amerykańskiej jako gatunku inwazyjnego zajmował się ostatnio NSA, który w wyroku z dnia 6 maja 2015 roku (sygn. akt II OSK 2403/13), oddalił skargę kasacyjną hodowcy norek na wyrok WSA w Warszawie, utrzymujący w mocy decyzję Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska o natychmiastowym wstrzymaniu działalności. I bardzo dobrze – bowiem hodowca nie miał ani zezwolenia RDOŚ na prowadzenie hodowli ani decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach! Zdaniem GDOŚ dalsza hodowla norki amerykańskiej na terenie nieruchomości bezpośrednio graniczącej z obszarami Natura 2000 mogła. znacząco negatywnie wpływać na cele ochrony obszarów Natura 2000…

wtorek, 8 grudnia 2015

Ekologiczne „procenty”. Akcyza od opakowań napojów alkoholowych jako „podatek środowiskowy”.



Mamy grudzień, a więc „sezon grzewczy” rozpoczęty (jak twierdzą amatorzy mocniejszych trunków). Zaskakujące, ale konsumpcja alkoholu może mieć czasami niezamierzone, pozytywne efekty dla środowiska naturalnego.
Tak przynajmniej wynika z wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z dnia 12 listopada 2015 roku (sprawa C – 198/14 Valev Visnapuu v. Kihlakunnansyyttäjä, Suomen valtio – Tullihallitus), jaki zapadł na kanwie sporu pomiędzy obywatelem Finlandii prowadzącym sprzedaż wysyłkową alkoholu przez Internet a prokuratorem okręgowym (Kihlakunnansyyttäjä – język plącze się nawet na trzeźwo!) odnośnie naruszenia przepisów dotyczących w szczególności podatku akcyzowego od niektórych opakowań napojów i sprzedaży detalicznej napojów alkoholowych.
Trzeba bowiem wiedzieć, że  z wyłączeniem wyjątków przewidzianych w art. 14 ustawy Nr 1143/1994 dotyczącej alkoholu (alkoholi laki 1143/1994) państwowa spółka sprzedaży alkoholu Alko Oy posiada monopol na sprzedaż detaliczną napojów alkoholowych! U nas byłoby to nie do pomyślenia! Jak to, nie każdy może sprzedawać? Toż to zamach na wolność gospodarczą itp. A jednak! Finowie nie skarżą się na opresyjne państwo i kupują (bynajmniej nie wylewając za kołnierz, podobnie zresztą jak my)… 
           Rozstrzygając kwestię zapłaty podatku, Trybunał Sprawiedliwości UE, niejako przy okazji wziął pod uwagę zagadnienia ochrony środowiska (gospodarki opakowaniami).
Zgodnie z art. 5 ustawy Nr 1037/2004 o podatku akcyzowym od niektórych opakowań napojów (eräiden juomapakkausten valmisteverosta annettu laki 1037/2004), podatek ten wynosi 51 eurocentów od litra opakowanego produktu. Natomiast art. 6 cyt. ustawy zwalnia z akcyzy między innymi opakowania napojów włączone do tzw. operacyjnego systemu zwrotu, czyli systemu kaucji, w którym opakowujący lub importer napojów – działając samodzielnie lub w sposób przewidziany w ustawie Nr 1072/1993 o odpadach (jätelaki 1072/1993) – zapewnia ponowne wykorzystanie lub recykling opakowań napojów w ten sposób, że dane opakowanie zostaje ponownie napełnione lub poddane recyklingowi.
Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu wielokrotnie orzekał o tym, że art. 5 dyrektywy 94/62/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 20 grudnia 1994 roku w sprawie opakowań i odpadów opakowaniowych nie dokonuje wyczerpującej harmonizacji systemów krajowych mających na celu wspieranie wielokrotnego użytku opakowań. Oznacza to, że państwa członkowskie UE mają pewną swobodę w stosowaniu środków prawnych służących minimalizacji wytwarzania odpadów opakowaniowych!
Dlatego, w przedmiotowej sprawie Trybunał orzekł, że przepisy prawa wspólnotowego nie sprzeciwiają się one przepisom państwa członkowskiego, takim jak będące przedmiotem postępowania głównego, które ustanawiają podatek akcyzowy od niektórych opakowań napojów, ale przewidują zwolnienie w wypadku włączenia tych opakowań do operacyjnego systemu zwrotu.
Dlatego też, Finlandia nadal może nakładać podatek akcyzowy na butelki i puszki z „rozweselającą” zawartością, a przy tym chronić środowisko. Musimy bowiem mieć na uwadze, że odpady opakowaniowe stanowią ok. 20% masy i ok. 40% objętości odpadów komunalnych, z których większość trafia do spalarni odpadów lub na składowiska! Wedle oficjalnych szacunków Komisji Europejskiej, każdy mieszkaniec UE zużywa 14 ton zasobów naturalnych i wytwarza 5 ton odpadów…

wtorek, 1 grudnia 2015

Biocydy pod kontrolą? Nowa ustawa o produktach biobójczych a ochrona środowiska.



Biocydy w naszych domach…
Na ogół nie kojarzymy haseł „biocydy” czy „środki biobójcze”. A powinniśmy.
Substancje mające działanie „biobójcze” to substancje czynne lub preparaty mające zdolność niszczenia, odstraszania, unieszkodliwiania, zapobiegania działaniu lub kontrolowania w jakikolwiek inny sposób organizmów szkodliwych przez działanie chemiczne lub biologiczne (zgodnie z nową ustawą o produktach biobójczych, o której za chwilę…). Czasami są produkowane ze składników naturalnych, częściej jednak jest to „chemia nieorganiczna”.
Powszechnie stosowane są takie produkty jak płyny do płukania jamy ustnej, zawieszki przeciw molom, aerozole do odstraszania komarów, impregnaty do drewna, środki do dezynfekcji instrumentów chirurgicznych, środki do udrażniania rur kanalizacyjnych, mydła uwalniające nanocząsteczki srebra, preparaty grzybobójcze  i antykorozyjne, środki do uzdatniania wody albo trutki na szczury. Biocydy spotyka się nawet w paliwach i farbach!
Najbardziej znanym w historii ludzkości, a jednoczesnie mającym zasłużenie złą sławę środkiem biobójczym jest Cyklon B (insektycyd), czyli  granulowana ziemia okrzemkowa nasycona cyjanowodorem – uwalniająca trujący cyjanowodór po wyjęciu ze szczelnych pojemników. Cyklon B miał służyć do odwszawiania mundurów, tymczasem zastosowano go w komorach gazowych… (Czesi do dziś produkują ten specyfik pod nazwą Uragan D2!).
Czasami są to tzw. „produkty z pogranicza” czyli produkty które można zaliczyć do więcej niż jednej z następujących kategorii: kosmetyk, produkt leczniczy, wyrób medyczny, produkt biobójczy, środek spożywczy. Akurat te produkty powodują (zapewne niezamierzony) efekt w postaci „bólu głowy” legislatorów, urzędników w instytucjach nadzorujących poszczególne kategorie produktów, sędziów i prawników zajmujących się obsługą podmiotów z branży biotechnologicznej. Przykładowo, NSA rozwiązywał kiedyś zagadkę dotyczącą klasyfikacji preparatu do higieny stóp…
Najistotniejsze jest jednak to, że ww. produkty nie są obojętne dla ludzi i środowiska. Dlatego też, powstała potrzeba uregulowania kwestii związanych z produkcją, obrotem i stosowaniem produktów biobójczych. Niekiedy biocydy podlegają restrykcyjnemu systemowi rejestracji i nadzoru, przewidzianemu w tzw. rozporządzeniu REACH… Kilka lat temu polscy naukowcy wystosowali apel o rozważne korzystanie z produktów biobójczych – szkodzą zarówno człowiekowi (właściwości żrące jak np. granulki typu „Kret”) i środowisku (powodują śnięcie ryb)!

Nowe rozporządzenie – nowa ustawa
Przeglądając przepastne zasoby Internetu znalazłem różne „perełki” dotyczące nowej ustawy, w tym informację, że (cyt.): „5 grudnia 2015 r. wchodzi w życie nowelizacja (sic!) ustawy o produktach biobójczych, która umożliwi również aptekom sprzedaż repelentów lub atraktantów”. Nie, zdecydowanie nie nowelizacja, tylko nowa ustawa! Cóż, kolejny dowód na to, że nie należy wierzyć w to, co się przeczytało na internetowym portalu. Najlepszym źródłem informacji są oficjalne strony (np. Sejmu RP), specjalistyczne programy prawnicze oraz sami prawnicy (pod warunkiem, że aktualizują wiedzę…)!  
Ustawa z dnia 9 października 2015 roku o produktach biobójczych uchyla ustawę z dnia 13 września 2002 roku o tej samej nazwie (Austriacy znowelizowali swoją ustawę z dnia 20 czerwca 2013 roku w sierpniu br., Francuzi wciąż pracują nad zmianami...). Nowa ustawa ma umożliwić stosowanie (od dnia 5 grudnia br.) rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) Nr 528/2012 z dnia 22 maja 2012 roku w sprawie udostępniania na rynku i stosowania produktów biobójczych (nawiasem mówiąc, rozporządzenia wspólnotowe można stosować bezpośrednio…).
Przede wszystkim zostanie rozszerzony nadzór nad wprowadzaniem do obrotu produktów biobójczych. Nowa ustawa przewiduje surowsze kary za nieprzestrzeganie przepisów, przykładowo za wprowadzenie do obrotu produktów biobójczych bez pozwolenia przewidziano  karę ograniczenia lub pozbawienia wolności do 2 lat (wcześniej groził za to areszt). Ustawa zawiera też bardziej restrykcyjne zapisy odnośnie zgłaszania zatruć biocydami
Nowe rozwiązania mają przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa stosowania produktów biobójczych. Oby tak się stało!
Ustawa wprowadza także istotne zmiany w ustawie z dnia 6 września 2001 roku – Prawo farmaceutyczne, zezwalając hurtowniom farmaceutycznym na obrót produktami biobójczymi służącymi do utrzymywania higieny człowieka. Preparaty te zaliczono do produktów, które można sprzedawać w aptekach ogólnodostępnych na wydzielonych stoiskach, po spełnieniu warunków przewidzianych w przepisach odrębnych. Tym samym, zostaną zrównane z wyrobami medycznymi, suplementami diety i kosmetykami. W sumie to dobrze, ponieważ w Polsce obowiązują zbyt liberalne (w porównaniu do państw „starej” UE) zasady obrotu produktami leczniczymi, kosmetykami czy właśnie biocydami. Apteki muszą spełniać wyśrubowane wymogi, osiedlowe sklepy i stacje paliw już nie…

Biocydy a środowisko
Nowa ustawa ma zapewnić wysoki poziom ochrony środowiska oraz zdrowia ludzi i zwierząt, m.in. przez dokładniejsze  monitorowanie wprowadzonych do obrotu produktów biobójczych i sprawne wykrycie spowodowanego przez nie ewentualnego zagrożenia. Przykładowo, Prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych może wyznaczyć podmiotowi odpowiedzialnemu termin na usunięcie albo zużycie istniejących zapasów produktu biobójczego, w przypadku gdy produkt nie stwarza bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia ludzi, zwierząt lub środowiska.
Nowa ustawa pozostawiła w mocy rozwiązania z poprzedniej odnośnie obowiązków informacyjnych. Oznakowanie produktu biobójczego nie może wprowadzać w błąd lub informować w sposób nierzetelny o wyjątkowej skuteczności produktu, a także nie może zawierać określeń opisujących produkt biobójczy jako: "o niskim ryzyku", "nietoksyczny", "nieszkodliwy", ani określeń o podobnym znaczeniu. Musi natomiast zawierać zalecenia dotyczące bezpiecznego postępowania z odpadami produktu biobójczego i jego opakowaniem, zgodnie z przepisami o odpadach i odpadach opakowaniowych, a w uzasadnionych przypadkach dodatkowo zawierać  informacje o każdym szczególnym zagrożeniu dla środowiska, szczególnie w odniesieniu do organizmów niebędących przedmiotem zwalczania, oraz o konieczności unikania zanieczyszczenia gleby i wody. Unijne regulacje w zakresie ochrony środowiska mocno podkreślają potrzebę ochrony środowiska wodnego przed biocydami.
Dobrym przykładem mogą być wyroby zawierające nanomateriały (odzież/mydła/żele), które są podejrzewane o negatywny wpływ na organizmy wodne. Niestety, w polskiej ustawie brakuje szczegółowych rozwiązań odnośnie nanomateriałów. Nasze prawo nie nadąża za technologią… Natomiast we wspomnianym rozporządzeniu Nr 528/2012 brakuje wymogu badania substancji czynnych (zawartych w biocydach) pod kątem nanomateriałów, mimo tego, że w motywach ww. rozporządzenia zawarto takie oto stwierdzenie: Nie ma naukowej pewności co do bezpieczeństwa nanomateriałów dla zdrowia ludzi, zdrowia zwierząt oraz dla środowiska. Cóż, typowe zachowanie dla biurokratów z Brukseli, w sprawie sytuacji na Ukrainie „wyrażali zaniepokojenie”…
Charakterystyczna dla nowej ustawy jest rezygnacja z zapisów o tzw. nieekologicznej reklamie. Inna sprawa, że można posiłkować się przepisami ustawy – Prawo ochrony środowiska czy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji… Za to w rozporządzeniu Nr 528/2012 wyraźnie wskazano, że reklamy produktów biobójczych nie mogą odnosić się do produktu w sposób wprowadzający w błąd w odniesieniu do związanego z produktem ryzyka dla zdrowia ludzi, zdrowia zwierząt lub dla środowiska lub skuteczności produktu.
Co najważniejsze, reklama produktu biobójczego nie może zawierać w żadnym wypadku zwrotów takich jak „produkt biobójczy niskiego ryzyka”, „nietoksyczny”, „nieszkodliwy”, „naturalny”, „przyjazny dla środowiska” czy „przyjazny dla zwierząt” ani jakichkolwiek podobnych wskazań! To daje sporo do myślenia! Znowelizowano też ustawę z dnia 13 kwietnia 2007 roku o zapobieganiu szkodom w środowisku - biocydy stwarzają ryzyko szkody w środowisku.

wtorek, 24 listopada 2015

Komu bije dzwon? Co jest instalacją w rozumieniu przepisów ustawy – Prawo ochrony środowiska?



Niedawno, na stronie internetowej Ministerstwa Środowiska pojawiła się interpretacja przepisów o ochronie przed hałasem. Dość zaskakująca, dotyczy bowiem instalacji w rozumieniu ustawy – Prawo ochrony środowiska (p.o.ś.), jakimi są (tak, dobrze czytacie!) dzwony kościelne: https://www.mos.gov.pl/g2/big/2015_11/3a34c671ba1eb29d05e6131e03e352f3.pdf.
Jak wynika z powyższej interpretacji, dzwony kościelne są, w myśl przepisu art. 3 pkt 6 p.o.ś. instalacją (stacjonarne urządzenie techniczne) mogącą powodować emisję, o której mowa w przepisie art. 3 pkt 4 lit. b p.o.ś., czyli hałas. Czy to nadgorliwość? Wojujący ateizm? Niekoniecznie!
Dzwony kościelne to stały element tzw. krajobrazu dźwiękowego miast i wsi. Często, we wszechobecnym zgiełku nie zwracamy nawet uwagi na ich dostojne bicie. Pojawiają się jednak sytuacje, w których tworzą się konflikty na linii mieszkańcy – parafia. Nie da się ukryć, że częste bicie dzwonów może być uciążliwie dla tych osób, które mieszkają dość blisko wieży kościelnej: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PR/idziemy200914-dzwon.html. Czasami wynika to z faktu budowania nowych budynków wielorodzinnych bardzo blisko kościołów, stojących tam od lat. W takich przypadkach trzeba wyważyć interesy poszczególnych jednostek z wolnością wyznania, z której korzysta znakomita większość Polaków…
Można też postawić pytanie, czy ludzie protestujący przeciwko dzwonom kościelnym (niekiedy ze względów, nazwijmy to... ideologicznych) mieliby odwagę protestować przeciwko donośnym śpiewom muezinów w meczetach? Też słyszę dzwony z pobliskiego kościoła, ale nie uważam tego za problem, tym bardziej, że jest wiele innych, bardziej dokuczliwych źródeł hałasu m.in. linie kolejowe, drogi, place budowy czy niektóre kluby, gdzie imprezy trwają „do ostatniego klienta”. Jednakże, są przypadki, gdzie proboszczowie chcą „urozmaicać” życie parafii instalując urządzenia elektroniczne, które tak odgrywają melodie przy pomocy dzwonów (gdzie poziom natężenia dźwięku jest wyższy niż w przypadku zwykłych dzwonów!). I tu zaczynają się schody… bynajmniej nie do nieba.
Czy ww. interpretacja Ministra Środowiska to zamach na religię? Nie stawiałbym takiej tezy. Ustawa – Prawo ochrony środowiska jasno wskazuje, co jest emisją. Hałas, jako rodzaj energii jest bez wątpienia emisją. Z kolei, przez zanieczyszczenie rozumie się emisję, która może być szkodliwa dla zdrowia ludzi lub stanu środowiska, może powodować szkodę w dobrach materialnych, może pogarszać walory estetyczne środowiska lub może kolidować z innymi, uzasadnionymi sposobami korzystania ze środowiska…
Warto pamiętać, że wystarczy jednokrotne przekroczenie norm hałasu, aby uznać, że jest potrzeba wydania decyzji administracyjnej w celu zabezpieczenia prawa osób, na które szkodliwie oddziałuje działalność określonego podmiotu. Tak, w kilku wyrokach wyraził się Naczelny Sąd Administracyjny.
Czy mają więc rację, ci którzy domagają się „ściszenia” dzwonów kościelnych? Orzecznictwo sądów administracyjnych, jak na razie przyznaje im rację!
WSA we Wrocławiu, w wyroku z dnia 16 września 2014 roku (sygn. akt II SA/Wr 405/14) rozważał kwestię dzwonów uruchamianych automatycznie kilka razy w ciągu dnia.
Uznał, że fakt, że kościół wraz z znajdującym się dzwonami nie ma charakteru przemysłowego lub gospodarczego nie stanowi przeszkody dla uznania dzwonów kościelnych za instalację zaś kościoła za zakład w rozumieniu p.o.ś. Zakładem, w rozumieniu p.o.ś. jest jedna lub kilka instalacji wraz z terenem, do którego prowadzący instalacje posiada tytuł prawny, oraz znajdujące się na nim urządzenia. Charakter budynku nie ma w tej sprawie znaczenia prawnego. Posłużył się także (moim zdaniem nietrafionym) porównaniem do lokali rozrywkowych i działającego w nich nagłośnienia. Emitowany przez dzwony kościelne hałas nie stanowi także powszechnego korzystania ze środowiska w rozumieniu p.o.ś., bowiem korzystanie ze środowiska (realizowane bez wykorzystania instalacji), będzie mogło być rozumiane jako powszechne, tylko wówczas, gdy będzie pozostawało w związku z zaspokojeniem potrzeb osobistych i gospodarstwa domowego, w tym wypoczynku i uprawiania sportu ( art. 4 ust. 1 p.o.ś.).
Z drugiej strony, sąd wskazał, że nie ogranicza to swobody i wolności sprawowania kultu religijnego, ponieważ dotyczy wyłącznie dopuszczalnych poziomów hałasu wydawanego przez dzwony kościelne. Sąd uznał, że dźwięk dzwonów kościelnych nie jest elementem kultu religijnego i należy go wiązać go należy raczej z wielowiekową tradycją związaną z wyznaczaniem rytmu życia, odmierzaniem czasu pracy i modlitwy. To akurat nie zasługuje na akceptację – „dzwon to nie budzik”, jak zgodnie przyznają zarówno księża i przeciwnicy dzwonów kościelnych (każdy ma dziś zegarek etc.).
Jeszcze wcześniej, WSA w Kielcach, w wyroku z dnia 16 marca 2007 roku (sygn. akt II SA/Ke 396/06) oceniał kwestię hałasu emitowanego przez parafialne dzwony elektroniczne, potwierdzając tym samym, że starosta mógł, w drodze decyzji, zobowiązać parafię do ograniczenia oddziaływania na środowisko i jego zagrożenia w zakresie hałasu.
Zapewne takich spraw będzie przybywać. Duchowni również muszą przestrzegać obowiązującego prawa. Nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, iż organy ochrony środowiska powinny bardziej przykładać się do zwalczania uciążliwości związanych z hałasem emitowanym przez drogi czy zakłady przemysłowe. Orzecznictwo NSA dobitnie wskazuje, że m.in. prowadzenie pomiarów pozostawia wiele do życzenia...